Poza tym, na co dzień, trzeba wiele samozaparcia i samodyscypliny, by, kiedy na coś już się zdecydujemy, robić to najlepiej jak potrafimy, do końca i z pasją. Trzeba realizować swoje wymarzone wizje, udźwignąć to wszystko, wciąż będąc sobą, z dużą dozą szacunku i ufności do innych ludzi. Z optymizmem i zapałem konkurować z innymi firmami. Tak – to mnie kręci najbardziej, wciąż lubię konkurowanie. Jednocześnie staram się każdy wolny czas, każde pieniądze, poświęcać na podróże. Nie ma nic bardziej inspirującego i rozwijającego.

Red: Pamięta Pan wnętrze, które zrobiło na Panu tak duże wrażenie, że pomyślał Pan 'tak – to jest to co chciałbym w życiu robić'? Czy można je nazwać inspiracją do powstania pierwszego salonu Maxfliz?
Piotr Kurleto: Odpowiem trochę przewrotnie: to były setki wnętrz. Tysiące wnętrz. Wręcz setki tysięcy wnętrz. Smutnych, brzydkich, stereotypowych, wykonanych z produktów najgorszej jakości, bez smaku i gustu. Wnętrz najczęściej małych, ciemnych. Tak ciemnych, jak czasy, w których powstawały. Mówię o wnętrzach, w których dorastałem w latach 70-tych, 80-tych. To te wnętrza, w zderzeniu z pierwszymi obrazami hoteli, jakie widziałem w czasie wyjazdów zagranicznych w latach 90-tych, robiły na mnie największe wrażenie. Stało się bowiem dla mnie oczywiste, że kiedy ludzie zaczną się bogacić, kiedy już się ubiorą, kiedy kupią pierwsze samochody, zreflektują się, że trzeba zmienić najbliższe otoczenie, w którym przebywają – ich mieszkania.
To były czasy, kiedy wszyscy uczyliśmy się. My handlowcy, projektanci, architekci – wszyscy pomału przekonywaliśmy się, w jakich wnętrzach możemy żyć i jak odległe są od tego, w czym żyliśmy dotychczas. Pamiętam, kiedy w połowie lat 90-tych chodziłem na piesze wędrówki. Przechodząc przez wioski, widziałem walące się domy i stodoły. Wtedy pomyślałem, że niebawem ruszy fala remontów lub domów budowanych na nowo, więc mogło być tylko lepiej. Wiedziałem również, że do takiego remontu ludzie będą potrzebować nie tylko płytek. Będą potrzebować coraz to nowych produktów, którymi mogą wyrazić siebie, a naszym celem, naszym obowiązkiem było tylko nadążanie za potrzebami Klienta, a z czasem nawet uprzedzanie tych potrzeb. Można by rzec, że to właśnie rozwój segmentu Klientów wymagających był przyczyną powstawania coraz to większego sklepu, a wreszcie kilku sklepów z branży.
Również zamiłowanie do konkurowania oraz analiza tego co dzieje się na rynku, kazała tam rozwijać się mocniej i szybciej. Dlatego już w latach 90-tych mieliśmy 3 nieduże sklepy, a w 1999 roku powstał pierwszy duży salon przy ulicy Zakopiańskiej w Krakowie. Miał on wówczas 600 m2. 3 lata później było to już ponad 900 m2, a w 2005 salon osiągnął ponad 4000 m2. Mieściło się w nim już wówczas kilka branż, dających naszym Klientom możliwość kompleksowych zakupów, co postawiło nas w dosyć komfortowej pozycji na rynku.

Red: Czy kiedykolwiek miał Pan potrzebę całkowitego porzucenia 'wnętrzarskiego biznesu' i zaczęcia wszystkiego na nowo?
Piotr Kurleto: Tak się ułożyło moje życie zawodowe, że dziś jadę wygodnym, szybkim pociągiem, który nazywa się Maxfliz, ale długo i z mozołem pracowałem w nim jako maszynista. Początkowo nawet na kolejce wąskotorowej. Więc czy dzisiaj chciałbym te lata ciężkiej pracy, traktować jedynie jako skarbnicę doświadczeń i budować wszystko od nowa? Na pewno nie. Dzisiaj jestem dumny z mojej firmy, nasze salony wyrażają nasze zaangażowanie, poświęcenie i osiągnięcia.
Wnętrzarstwo to nie jest lekka branża. Wymaga ciągłej aktywności, bezustannej nauki i obserwacji rynku, konkurowania i pracy z setkami ludzi na różnych płaszczyznach. Ale wnętrzarstwo zasługuje na takie zaangażowanie. Daje dużo satysfakcji i napawa dumą, kiedy nasze wnętrza są uznawane za 'inspirujące', a firma wygrywa plebiscyty na najlepsze wnętrze czy łazienkę roku. „Wnętrzarski biznes” to termin niezwykle pojemny – ileż tutaj branż, ile możliwości. Tu nie ma miejsca na dywersyfikację środków, na pomysły z innych dziedzin biznesu.
Tutaj trzeba reinwestować każdy zarobiony grosz, aby wygrywać konkurencję na atrakcyjność i kompleksowość. Tego nie można po prostu porzucić. To trzeba z pasją rozwijać dalej, nadążając z prezentacją najważniejszych kierunków, produktów w ścisłej symbiozie z architektami i projektantami wnętrz.

Red: Czy tworząc pierwszy Maxfliz sądził Pan, że będzie miał tak wielki wpływ na kreowanie przestrzeni i gustu?
Piotr Kurleto: Wpływ na kreowanie przestrzeni i gustów wydaje się być domeną projektantów i architektów. My jesteśmy zaledwie posłańcami, przynoszącymi aktualne trendy czy co ciekawsze produkty, do naszych salonów i wprowadzamy je w przestrzeń społeczną. Zawsze myślimy o znalezieniu jak najszerszej akceptacji naszych propozycji wśród klientów, zarówno tych propozycji produktowych jak i aranżacyjnych czy marketingowych. Od roku 2000 coraz więcej myślimy o zrozumieniu potrzeb świata projektantów – nasza oferta stała się bardziej wyrafinowana i designerska. To daje nam dużą satysfakcję, a fakt, że dostrzega ją, i coraz częściej korzysta z naszej oferty tak wielu znamienitych Klientów, jest dla nas bodźcem do jeszcze większych starań. W tym kontekście rzeczywiście efekt przerósł moje oczekiwania. Wyobrażenie sobie 25 lat temu czegoś takiego, byłaby to czysta fantastyka, zwłaszcza w przypadku człowieka, który przez 30 lat dorastał i żył w komunizmie. Przyznaję – ja tak dużej wyobraźni nie miałem, ale dziś cieszę się z tego miłego zaskoczenia.
Red: Ma Pan swój wewnętrzny filtr, przez który przepuszcza Pan współczesne trendy wnętrzarskie? Skąd ta umiejętność wybierania designu, który polubią Polacy?
Piotr Kurleto: Jestem Polakiem, urodzonym krakowianinem, więc myślę, że powinienem trafiać do polskich gustów. W latach 90-tych ludzie łaknęli wszystkiego, więc trudno było się mylić z wyborem produktów na półki sklepowe. Byłem wówczas młody, sporo podróżowałem. I za pracą trochę i, przede wszystkim, turystycznie. Odwiedziłem dużo miast, widziałem dużo hoteli, również tych bardzo dobrych, a z czasem dane było mi oglądać sporo showroom'ów fabrycznych no i oczywiście Targów branżowych. Najlepsze targi handlowe, dotyczące wnętrzarstwa – początkowo tylko łazienek – we Włoszech i Hiszpanii miały niewątpliwie duży wpływ na moje poczucie estetyki. Wówczas rzeczywiście filtr moich wyobrażeń, był jedynym kryterium wyboru produktów do naszej firmy.

Na Targi początkowo jeździłem sam, później z żoną, wreszcie ze wspólnikiem, i z roku na rok było nas coraz więcej. Dzisiaj na najlepsze europejskie targi jeździ kilkanaście osób, i choć jest to przedsięwzięcie dosyć drogie, to jednak uznaliśmy, że jest jak najbardziej opłacalne. W czasie targów dyskutujemy o nowych, ciekawych trendach i produktach, które przyjmą się najlepiej w Polsce, i nie tylko w Polsce. Już od wielu lat nasze gusta są zbieżne z gustami europejskimi. Wszyscy dzięki temu mamy wpływ na wybór produktów, wspólnie decydujemy o tym, co pokaże się w naszych aranżacjach, magazynach. Ponadto handlowcy obyci z najlepszymi markami i produktami, stają się bardziej merytoryczni, a ich doradztwo cenne dla Klientów, a o to przecież chodzi, by zbudować zaufanie Klienta do naszego handlowca.
Można więc powiedzieć, że obecnie mój wpływ na wybierane produkty jest znikomy i chyba należy się z tego cieszyć, bo po 25 latach oglądania i wybierania gusty się niestety wypaczają, ulegają pewnej deformacji, podążają w zbyt wyszukane rozwiązania, niszową stylistykę, więc mogłoby to być wręcz groźne dla firmy handlowej.

Red: W jakim kierunku chciałby Pan dalej rozwijać markę?
Piotr Kurleto: Nie mam obecnie recepty na rozwój. Zarządzamy w wielkim chaosie. W ostatnich latach spotkało nas totalne przyspieszenie, natłok informacji, internet, w Polsce mamy kolejny etap transformacji,
w Europie niezażegnane widmo kryzysu, więc musimy być czujni i wrażliwi na zmiany. Bo zmiany to kluczowe zjawisko dla obecnych czasów, dla wszystkich dziedzin. Koniecznym staje się im podołać i nadążyć, więc ciągle analizujemy i zmieniamy siebie, ucząc się sterować w czasie sztormu, bo flauta już nie nadejdzie. Dawniej jeżeli nie zrealizowałem jakiegoś założenia, miałem wyrzuty sumienia o niekonsekwencję, o zaniedbanie. Ale dzisiaj myślisz tak, a za miesiąc lub pół roku działasz inaczej. I to jest znak naszych czasów.
Wyznaczyć dziś ścieżkę rozwoju jest szalenie trudno. Cena dolara, podatki. Który z analityków przewidywał w styczniu 2015, że cena dolara w listopadzie przekroczy 4 złote? Ilu było takich analityków – dwóch na dziesięciu, czy dwóch na stu? Kto dziś wie jakie będą podatki, koszty pracy, inflacja, z początkiem 2019 lub 2020 roku? A jeśli dziś przedsiębiorca ma planować, to plany te oparte być muszą na konkretnych założeniach, nie kilkumiesięcznych tylko rocznych, dwuletnich, kilkuletnich, więc jest to szalenie trudna sprawa. Dziś inwestycje wymagają wyjątkowej odwagi, ryzyka, to jest spacer po cienkiej linie.
Oczywiście, że mamy pewne plany, priorytety czy analizy. Dotychczas rozwijaliśmy się w kilku kierunkach. O nowe lokalizacje, marki własne, o kolejne branże – ostatnio powstała branża drzwi i podłóg drewnianych. Rozwijaliśmy się o kolejne kanały sprzedaży, dbaliśmy o coraz lepsze struktury, mocniejszy team, jednak na co trafimy w roku 2019, tego jeszcze nie wiem. Ale, powiem szczerze, nawet gdybym wiedział, to i tak nie mógłbym tego zdradzić. Na pewno otwieramy salon w Warszawie - to nowe otwarcie. Otwarcie na całą Polskę.
Red: Dziękujemy za rozmowę.
Piotr Kurleto: Dziękuję bardzo.